Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Shadoe. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Shadoe. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 13 sierpnia 2015

Shadoe odchodzi!

Tym razem oficjalnie.
A dlaczego? Bo Tartar zrobił jej paskudne świństwo i nie chce przebywać w jego towarzystwie. Bo nie podoba jej się sposób rządzenia Alph - konie-bogowie. Bo bardziej podoba jej się Endless Autumn.

And I can’t, I can’t
I can’t remember just how to forget...
 
Ale ale! Prawdopodobnie powróci jako postać poboczna znana wam dotychczas pod pseudonimem Eve - towarzyszka.

poniedziałek, 10 sierpnia 2015

Od Shadoe CD Seth'a

    Jak na razie znam Seth'a jedynie z widzenia. Airborne opowiadała mi o nim, z resztą jak o innych członkach, lecz ta wiedza jest raczej uboga w szczegóły. Wiem w końcu tylko tyle, ile można zauważyć na pierwszy rzut oka - Jest to ogier średniego wzrostu, pozbawiony skrzydeł czy rogu więc z grupy tych pozornie zwyczajnych, nie używa bądź w ogóle nie ma mocy... Air powiedziała mi, że trafną tezą jest ta druga, współczuję mu z tego powodu, choć on raczej nie odczuwa nazbyt mocno braku magicznych zdolności... w końcu jeśli nigdy się czegoś nie miało, to nie będzie tego brak. Ale zmuszony jest patrzeć, jak inni wykorzystują swoje moce w życiu codziennym, to boli. Delikatnie i powoli dźga w samopoczucie, ale jednak. Mimo to jednak zdaje się tym ani trochę nie wzruszony... skoro z takim entuzjazmem przywitał mnie, zlatującą z wysokości - czego on zapewne nigdy nie doświadczy.
- Pewnie. - Powiedziałam w końcu, a bynajmniej w moim mniemaniu "w końcu". W rzeczywistości odpowiedziałam Sethowi prawie od razu, bo czemu miałabym czekać, skoro decyzję podjęłam w błyskawicznym tempie?
    Tak więc po delikatnym skinieniem głowy ogiera, ruszyliśmy wolnym krokiem przed siebie, choć zdawało mi się iż co chwilę ogier starał się przyśpieszyć kroku... nie udawało mu się to, głównie przez to, że ja nie miałam w tej chwili nastroju na wyścigi.
- Więc... - zaczęłam, lecz najwyraźniej nieświadomy tego faktu, Seth mi przerwał.
<Seth'cie?>

niedziela, 9 sierpnia 2015

Od Shadoe CD Seth'a

   Wraz z podmuchem wiatru ponad ziemią podążałam w kierunku jaskini Seth'a. Szczerze mówiąc, nie wiem co mnie napadło, że chciałam tak wcześnie rano go odwiedzić... prawie pewne było iż o tej porze wszyscy, poza mną, śpią. Nawet Eve nie miała ochoty wyjść ze mną na nocny spacer, a zawsze lubiła wieczorne przechadzki.
    Noc, mimo wiatru ułatwiającego mi unoszenie się ponad ziemią, była spokojna, a powietrze przyśpieszało jedynie ponad głowami innych stworzeń - tych nie-latających. Po pewnym czasie na ziemi zauważyłam ledwo dostrzegalny punkt zmierzający lekko na ukos od jaskini Setha na północ, chwilę temu wyłonił się on właśnie z jaskini ogiera. Może to on... Nie śpi? Z jakiegoś powodu zaśmiałam się lekko pod nosem i wylądowałam tuż obok konia, który jednak widział mnie już wcześniej, bo tylko wykonał kilka lekkich kroków w tył unikając w ten sposób zderzenia.
    Gdy tylko spojrzał na mnie, z jego pyszczka wydobyło się radosne zawołanie.
- Shadoe! - Niewiele trzeba było czekać, by do swej wypowiedzi dodał kolejne słowa, tym razem nieco zduszone, jakby nie był pewien, co mówi. - Śniłaś mi się. - uśmiech jednak nie znikał z jego twarzy. Mimo iż wcześniej nic nie powiedziałam, zaniemówiłam. Właściwie nie miałam pojęcia jak zareagować na to "wyznanie". Ogier jednak ze zniecierpliwieniem czekał na reakcję bo zaczął lekko nerwowo tupać kopytami.
- To... miłe. - wycedziłam. Seth'owi to jednak nie wystarczyło. - A co działo się w tym śnie? - spytałam więc, by podtrzymać w jakiś sposób rozmowę. Nie byłam tylko pewna, czy chcę poznać szczegóły jego snu.
<Seth?>
Tak, tak... krótkie.

piątek, 7 sierpnia 2015

Od Shadoe CD Airborne

Stanęłyśmy niedalego kamiennego zamku stojącego na szczycie góry, zaczełam przyglądać się mu uwarznie w poszukiwaniu jakicholwiek oznak obecności ludzi, obecnej lub przeszłej - znalazłam jedynie stary, zżółkły i poszarpany stary list bezradnie próbujący wyswobodzić się z potrzasku framugi okna. Nic więcej nie wskazywało na to, by w miejscu tym kiedykolwiek mieszkali ludzie... poza samym zamkiem, który mógł byc tylko ich dziełem. Został zbudowany ludzkimi rękoma, a wskazywało na to wiele szczegułów... sposób budowy, materiały, nawet ułożenie kamieni, czy cegieł - jak to oni mówią. Jest on jednak bardzo stary, niemal doprowadzony do runy, a jednak stoi, w miare możliwości zadbany - na tyle, by się nie zawalił. Jednak było widac na nim piętno czasu i lata spędzone na szczycie pokrytej śniegiem i lodem góry.
- Jestem głodna. - Stwierdziła nagle Eve, wyrywając mnie ze sfery myślenia. Nim się zorientowałam, już patrzyłam na nią, jakbym nie słyszała jej wypowiedzi. - Jestem głodna. - powtórzyła, tym razem bardziej dosadnie.
- Ja też. - Skwitowałam obojętnie, jakbym zupełnie nie przejmowała się brakiem jedzenia pod grubą warstwą śniegu. W tym samym momencie obie usłyszałyśmy potężny ryk dochodzący z mojego brzucha.
- Yhm... a co powiesz na to? - Odezwała się po chwili. Spojrzałam więc na nią wyczekując kontynuacji jej wypowiedzi. - Zrobimy parę kroków na przód, stopię te drzwi - wskazała na potężne, stalowe wrota zamku. - i poszukamy czegos do jedzenia. - dokończyła, po czym, nie czekając na moją odpowiedź, ruszyła wypełnic swój jakże-świetny-i-przemyślany plan. Nie mając wielkiego wyboru, poszłam za nią, lecz w tym samym momencie stratowałam kogoś... i nie była to Eve, która w tym samym momencie przerwała plan i zaczęła nerwowo przyglądac się klaczy siedzącej teraz bezradnie w śniegu. Eve ruszyła ku nam, zapewne gotowa zaatakować klacz, dałam jej więc znak, by się zatrzymała i zaczęłam odwracać uwagę klaczy. Wielki smok magmy raczej nie wygląda na potencjalnego przyjaciela, a przeraża... bynajmniej obcych. Ja jakimś cudem nigdy nie odczówałam wobec Eve lęgu, co innego obcy.
- Przepraszam... - Powiedziałam zwieszając głowę w dół. Klacz spojrzała na mnie przyjaźnie.
- Nic nie szkodzi. - Stwierdziła, w tym samym momencie podbiegła do nas sporej wielkości smoczyca. Choc raczej mniejsza od Eve - wciąż robiła wrażenie. Pomogła klaczy wstać.
- Kim jesteś? - Spytałam od razu. Skoro i ona posiada względy u smoków, dobrze byłoby ją poznać.
- Alphą tutejszego stada... Magic Horses. - Powiedziała. - Mam na imię Airborne. - dodała. - Chcesz dołączyć? - Zaskoczyła mnie swoim pytaniem. Właściwie... dobrze byłoby sie w końcu ustatkować. Nie zmienia to jednak faktu, że dziwnym jest usłyszec takeij propozycji od konia, który właśnie nas poznał... poprzez zostanie przez nas przewróconym.
- Zastanowię się... - Rzekłam więc wciąż rozważając ewentualną opcję zostania tu.
- No... nie daj sie prosić - Nalegała. Szczerze mówiąc, po kolejnych paru chwilach decyzja była już podjęta.
- W porządku. - Powiedziałam. - Eve... chodź. - zawołałam smoczycę, która pojawiła sie nademną już po nie całej sekundzie. Zrobiła kolejną gigantyczna dziurę w śniegu, odsłaniając  cienką warstwę ziemi i piachu skrywających górskie skały. - a tak w ogóle to jestem Shadoe.
<Air?>

czwartek, 6 sierpnia 2015

Od Shadoe

- Eve... czy nie mogłabyś iść trochę, na prawdę niewiele, odrobinę, szybciej? - zwróciłam się do smoczycy, która niezwykle ociągała się przy wchodzeniu na szczyt góry. Są strome - przyznaję, ale to nie usprawiedliwia jej z tego, że koń - od którego jest przecież wiele zwinniejsza, wspina się po luźnych kamieniach szybciej od niej.
- Wolałabym, abyś to ty zwolniła. - stwierdziła, po czym doskoczyła do mnie jednym zwinie wymierzonym skokiem, omal mnie przy tym nie zrzucając w bliską nam przepaść... wolę powtarzać sobie, że wie iż mam skrzydła i to dlatego nie uważa nazbyt na moje bezpieczeństwo względem grawitacji.
- Zaprzeczasz sama sobie, wiesz o tym? - zaśmiałam się.
- Nie, po prostu poszłam na układ. Dorównałam szybkością obie, teraz zwolnij. - Skwitowała mnie, nie dając przy tym większego wyboru. Ogon smoczycy już zagradzał mi drogę bym za szybko się nie wspinała, ta tylko uśmiechnęła się chytrze gdy na nią spojrzałam, tak więc jedyne, co mogłam zrobić, to zwolnić i iść tempem równym z jej. Spojrzałam przed siebie i mimo woli pokręciłam delikatnie głową.
    Z każdym kolejnym metrem w otoczeniu robiło się coraz zimniej - z czasem pojawił się nawet śnieg skrywający cały szczyt góry - poza trasą kroków Eve, której ciało wciąż wydzielało ogromną temperaturę. Chyba tylko mi na tym świecie to nie przeszkadza, poza nielicznymi wyjątkami - końmi takimi jak ja, których na swej drodze niestety nie spotkałam zbyt wiele.
    Po dwudniowej wędrówce w końcu doszłyśmy na szczyt, rozejrzałam się więc dookoła w poszukiwaniu kolejnego celu. Na szczycie pobliskiego grzbietu dostrzegłam wystającą zza niego wieżę.
- Ludzie? - Spytałam sama siebie, słowo to nie miało wydostać się z mojej głowy, lecz zaczęłam myśleć na głos.  Oczywiście jako, że byłam tu tylko z jednym stworzeniem, Eve uznała to za pytanie skierowane do siebie.
- Wątpię... od kiedy to mieszkają w takich miejscach? - stwierdziła.
- Nic stąd nie widać. - zauważyłam wytężając wzrok by zobaczyć coś poza wieżą w gąszczu mgły zasłaniającej wszystko wokół - poza tajemniczą wieżą, wokół krótej unosiła się tajemnicza aura. Coś jakby... światło? Ale nie takie z latarni, raczej ogień, ludzie już nie palą ognisk. Oj nie... - To na pewno nie ludzie. - Uznałam na głos, po czy ruszyłam przed siebie. Eve spojrzała się na mnie, a w jej wzroku z łatwością można było dostrzec ogromna mieszaninę uczuć. Zaskoczenia, strachu... ba, przerażenia, a nawet złości. Mimo to również ruszyła przed siebie, ty razem jednak dotrzymując mojego tempa. - Jeśli możesz, nikogo nie dotykaj... wiesz, jak to się kończy. - rzuciłam gdy zaczęła iść tuż obok mnie. Jak do tej pory byłam, i wciąż jestem, jedynym żywym stworzeniem, które ośmieliło się na kontakt fizyczny z nią, wszyscy inni zginęli... taki już urok ciała stworzonego z magmy.
    Tym razem droga była krótsza - szczyty obu gór były ze sobą zrośnięte, tak więc trasa w górę obejmowała zaledwie dziesięć metrów. Przez pozostałą szłyśmy albo po terenie względnie równym, albo w dół, tak więc po godzinie stałyśmy już u tyłów niewidocznego wcześniej w całości zamku.
<Ktoś?>

środa, 5 sierpnia 2015

Shadoe

 http://img07.deviantart.net/9807/i/2013/049/0/4/when_fools_can_be_kings_by_i_mi-d5vfl4n.png
Imię: Shadoe[czyt. szado], choć jej imie często jest mylone z Shodow ze względu na podobnoo zarówno pisownie, jak wymowę.
Wiek: 3 lata
Płeć: Klacz
Rasa: Skrzydlaty jednorożec
Głos: Fall Out Boy ft. Foxes - Just One Yesterday  oczywistością jest iż głosem Shadoe jest ten kobiecy[tzn. Foxes]
Stanowisko: Szamanka
Charakter: Shadoe jest klaczą raczej miłą i towarzyską, woli co prawda nie wychylać się zanadto ponad tłum, lecz z całą pewnością przebywac w nim jest dla niej przyjemnością. Oczywiście tłum ten nie może byc zbyt liczny - gdy w jednym miejscu jest zbyt wiele osób, te kilka procent tlenu w powietrzu zaczyna nie starczać dla nich wszstkich, staje się więc duszno i nieprzyjemnie przez pot tych wszystkich osób tam przebywających i ogrzewających się nawzajem. 
Mimo wszystko, nie ma nic przyjemniejszego od wytchnienia po całym dniu spędzonym ze znajomymi. Może się wypierać, z całego serca przysięgać, że miała juz dość samotności w swoim zyciu, lecz prawda jest taka iż wciąż przyłapuje się wieczorami na ucieczkach przed otaczającym ja światem - to do jaskiń, to w odległe tereny stada, do których nikt poza nia się nie zapuszcza. Bo tam jest pusto. Nie stroni wtedy od innych, jeśli już ktos się nawinie to nie trzeba jej długo namawiać, by ruszała z nim, lecz z przyjemnością przyjmuje w tych chwilach wiadomość, że nikogo nie spotkała... ku swojemu zaskoczeniu. 'Bo przecież większość dzieciństwa spędziła w samotności.'
Do obcych nie zbliża się z lękiem. "W razie czego zawsze mogę ich spalić, prawda?" Lubi zawierać nowe, często ciekawe znajomości, choć nie jeden koń obawiał się dotknąć ją z obawy popażenia się. Cóż z zapewnień, że to tylko tak wygląda, skoro to ewidentnie wygląa, jakby jej skrzydła płoneły? Nie wydzielaja ciepła, ale co z tego? 'Zawsze istnieje ryzyko, którego inni nie chca popełnić.' Tyle tylko, że Shadoe taka oznaka "odrazy" nia nie raz zraniła, lecz stara sie tego nie okazywać. Nie zważa na drobne gafy, nie mniej jednak, TO jest jej pętą achillesową.

Rodzina
: "Moja matka z łaski pozwalała mi pić swoje mleko, ojciec uciekł zaraz po moich narodzinach, a brat próbował zabić. Doprawdy, wolałabym o nich nie wspominać."
Partner: Być może kiedyś odnajdzie dla siebie partie idealną. Ogiera, który nie będzie się obawiał poparzenia jej nie-płonącymi skrzydłami, lub rogiem.
Potomstwo: "Kiedyś? Być może... lecz nie teraz, gdy spędziłam tu dopiero kilka krótkich dni."
Moce:
- Shadoe jest zdolna zmienić swoją postać ze skrzydlatego jednorożca w zwykłego pegaza - po dziś dzień nie jest pewna do czego zdolność tę przypiąć, jednak stara się poszerzyć jej działanie. Może pewnego dnia uda jej się przemienić w takiego tygrysa... lub wilka? Póki co jednak ogranicza się do usunięcia sobie rogu.
- Klacz ta potrafi sprawić, by jej sierść zapłonęła, oczywiście może kontrolować żywot płomieni. Zwiększać je, zmniejszać, manipulować, a nawet manipulować jego temperatura zależnie od tego, jaki ogień jest jej w danej chwili potrzebny. Jest w stanie sprawić, by płomień, który istnieje tylko na niej, przeniósł się także na otaczający ją teren, lub zgasł.
- W parze z jej płomieniem idzie jej nadzwyczajna prędkość, dzięki której jest w stanie utworzyć ogniste tornado wokół swych wrogów, jednocześnie przy tym samej nie odnosząc jakichkolwiek obrażeń. Płonąca klatka pozbawiona drzwi, z którego jedynym wybawieniem jest śmierć... lub litość Shadoe, której na szczęście nie brak tego uczucia.
- Z kolei braki w pierwszej mocy Sho nadrabia umiejętność nie tyle manipulacji, co tworzenia z ognia stworzeń żywych, zdolnych poruszać się, a nawet myśląc swoim własnym umysłem - jednak wciąż powstałe z ognia, więc każdy ich dotyk wiąże się z bólem i oparzeniami. Niestety, choć i to można wykorzystać w pożyteczny sposób...
Umiejętności: Poza lataniem? Można rzec iż Sho jest akrobatką... dosłownie.
Historia: Wraz z resztą, Shadoe zebrała się w stadnym kręgu przy ognisku - które specjalnie dla reszty rozpaliła. Rozejrzała się wokoło, patrząc poklei na każdego z członków swojej nowej rodziny. Uśmiechnęła się, po czym zaczęła swą historię, o którą wszyscy od tak dawna prosili...
- Pozwolę sobie opowiedzieć o wszystkim w wielkim skrócie, jeśli oczywiście pozwolicie. - zaczęła kierując spojrzenie w płomienie, które w tym samym momencie zaczęły przeradzać się w obrazy idealnie zsynchronizowane ze słowami klaczy. - Urodziłam się w Dolinie Ambrehsht[czyt. ambresz]. Pewnie mi nie uwierzycie, ale moi rodzice byli parą alpha tamtejszego stada. - przerwała na chwilę, by wciągnąć do nozdrzy porządną porcję powietrza z unoszącymi się w nim iskrami. Nie zraziła się nimi. - A i owszem, płynie we mnie szlachetna krew... - prychnęła. - Tak jakby. - ponownie przerwała, lecz tym razem pauza trwała zdecydowanie mniej. - Zapewne wiodłoby mi się tam świetnie, po śmierci rodziców zostałbym nową alphą, bo to ja, nie mój brat, byłam najstarszym ich dzieckiem, wszyscy byliby dla mnie na skinięcie łbem, usługiwaliby mi... ba, nie mieliby wielkiego wyboru. Wóz albo przewóz, jak to mówią. Tyle, że moi rodzice, łagodnie mówiąc, nie chcieli mnie. Matka karmiła mnie jedynie dlatego, bo nie chciała zostać uznana wyrodną matką, a ojciec prawie nie bywał w Leżu Alph, bo ja w nim byłam. Ale cóż mogłam poradzić? - Spojrzała po wszystkich. - Byłam w końcu tylko małym podrostkiem, źrebakiem, nawet jeszcze nie pełnoprawną klaczą. Bolało, ale z czasem przywykłam do tego. Bądź co bądź, nie widziałam innych klaczy z dziećmi, tak więc dla mnie odrzucenie było czymś w zupełności normalnym... póki nie zjawił się mój brat i wszystkiego nie zepsuł. Gdy już się urodził, rodzice zupełnie zapomnieli o moim istnieniu. Całe szczęście nie musiałam już pić mleka matki bo zmarłabym z głodu. Niemniej jednak potrzebowałam pomocy, a brat za żadne skarby nie chciał nawet na mnie spojrzeć... no chyba, że potrzebował czegoś, czego nie chcieli zrobić dla niego rodzice. - Ponownie wzięła gigantyczny wdech, wciągając przy tym kolejną porządną ilość iskier z ogniska. - Ale jakoś to przetrwałam, pomogła mi miejscowa szamanka, pewnego dnia, gdy nad Doliną rozpętała się straszna burza, a ja oczywiście nie miałam wstępu to schronienia alph, udałam się do niej. Meliu, bo tak miała na imię szamanka, nawet nie zdziwiła się specjalnie widząc mnie w swoim gabinecie. Po jakimś czasie zaczęłam spędzać u niej całe dnie, a nawet noce. Gdy miałam 2 lata zachorowałam. Cały czas byłam nieprzytomna... no, spałam. W każdym razie, gdy się obudziłam, byłam już inną klaczą. Przeszłam zupełną metamorfozę. Wcześniej byłam bułaną klaczką, a obudziłam się jako ognista skrzydlata jednorożka, choć róg miałam już wcześniej, cała reszta była dla mnie obca. Oczywiście Melinu wyjaśniła mi, że ta choroba wcale nie była chorobą, a przemianą. Dorosłam i zmieniłam się w taką, jaką powinnam być. Stałam się piękniejsza, wyższa i silniejsza nawet od mojej matki, dotychczas tej najwspanialszej klaczy w stadzie. Rzecz jasna nie mogłam powstrzymać się przed udaniem się do niej. - Zrobiła niedługą przerwę by znów rozejrzeć się po wszystkich. Jej wzrok zatrzymał się na Eve. - Zbierając całą arogancję, na jaką było mnie stać, weszłam bez słowa do Schronienia Alph i stanęłam wprost przed matką pielęgnującą grzywę swego wspaniałego syna. Spojrzała wtedy na mnie wściekła i spytała "Kim jesteś?" odpowiedziałam "Twoją córką."potem po prostu wyszłam, a dzień później odwiedził mnie brat. Zaatakował mnie. - zaśmiała się. - Chciał mnie zabić. - Jej głos zniżył się, tworząc w każdym jej słowie namiastkę syku. - Wtedy po raz pierwszy użyłam swoich nowy mocy, spłonął więc uciekłam. Zdążyłam tylko przeprosić za wszystko Meliu. Resztę mojej przeszłości raczej znacie... zaczęłam wędrować aż dotarłam tutaj. Trochę to trwało, przyznaję, ale... oto jestem. - Na jej twarzy ponownie zagościł szczery uśmiech.
Ciekawostki: Skrzydła Shadoe bez ustanku mienią się kolorami czerwieni, niczym tańczące płomienie. Dlatego wiele koni obawia się dotknąć ich gdyż zdaje się im, że się poparzą... lub sami zajmą ogniem. Prawda jest jednak taka, że to tylko taki niezwykły wygląd - nic więcej. Podobnie jest w przypadku jej rogów. pożaru.
Inne zdjęcia:
Pochwały/Upomnienia : 0/0
Login: The Lol Studios - Howrse.pl; Ave1946 - Smoki Nightwood