Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Seth. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Seth. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 18 sierpnia 2015

od Seth'a CD Cascady

Ekhem... Na przyszyły raz proszę przeczytać charakter konia, do którego piszecie opowiadanie. Żeby nie było tak jak teraz.

 - Nie wiem. - jakbym miał jak, w tej chwili wzruszyłbym ramionami. Niestety jestem koniem i nie mam takiej możliwości. Nagle wpadł mi do głowy świetny pomysł... Zerknąłem na nową koleżankę, a na mój pysk wpłynął szeroki uśmiech. - A może ty znasz jakieś ciekawe miejsca?
Niby jestem deltą, osobą, która powinna być w stadzie poważana, szanowana. Powinienem świecić przykładem, znać dokładnie tereny, wszystkie niebezpieczeństwa, żeby przestrzegać innych przed udawaniem się w te "złe" miejsca, a jednak... Czy nie jest inaczej? Czy to nie inni muszą zatrzymywać mnie, żebym gdzieś tam przypadkiem nie spadł ze skały ganiając zdenerwowaną wiwernę?
- Jestem tu nowa. - odparła zwięźle. - Liczyłam na to, że ty coś wymyślisz.
Myślałem, że coś naglę się zmieniło i Cascada stała się poważna, ale nie, po chwili wybuchnęła śmiechem.
- Jestem deltą. - odparłem zażenowany. - Wiem, gdzie iść. - powiedziałem, przecząc swoim wcześniejszym myślom. Ale klacz ich nie słyszała... Mogłem to wykorzystać. - Lubisz ryzyko? - rzuciłem nagle, jakby od niechcenia po chwili ciszy.
Przewidywałem, co odpowie.
- W takim razie... - nie dałem jej odpowiedzieć. - Chodź.

< Cascada? >

poniedziałek, 10 sierpnia 2015

od Seth'a CD Tartara

- Byłbym zjedzony? - zażartowałem, jednak Tartar pozostał poważny.
Rozejrzałem się wokoło. Ciemna toń jeziora połyskiwała delikatnie, kiedy odbijało się w niej światło. Przechyliłem głowę, patrząc w wodę. Czy powinienem mieć moce? Nie miałem ich od urodzenia, nie dane mi było zobaczyć, jak to jest. Teraz miałem szansę. A jednak nasuwało się pytanie... czy powinienem?
W ciągu kilkunastu sekund podjąłem decyzję. Chciałem jedną moc, która pomogłaby mi w takich sytuacjach jak przed zaledwie półgodziną, kiedy otoczyły mnie wygłodniałe wiwerny. Przypomniałem sobie chwilę, kiedy otoczyło mnie rozszalałe inferno, a ja wiedziałem, że nie wyrządzi mi krzywdy. Jednak nie mogłem przesadzać i dobrze o tym wiedziałem. Zdawałem sobie również sprawę z tego, że nie mogłem spełnić swojego życzenia bezpośrednio.
- Chciałbym móc latać. - powiedziałem głośno. - Ale wiem, że nie mogę być pegazem. Do tego potrzebny jest specjalny eliksir. Ale - dodałem z wielkim uśmiechem - przecież mógłbym kontrolować wiatr. Tak też można się bronić.
Cisza. Minęło kilka sekund, i nic się nie stało. Wiedziałem jednak, że za chwilę wydarzy się coś dziwnego.

< Tartar? Tak c; >

niedziela, 9 sierpnia 2015

od Seth'a CD Shadoe

- Eee... - teraz byłem już niepewny, nie chciałem opowiadać Shadoe o tym, że w moim śnie coś się z nią stało od tego, że dotknął ją Shadow. Shadoe, Shadow. Podobne imiona. Zerknąłem na niebo, które lada chwila miało się rozjaśnić. Słońce za chwilę będzie wschodzić.
W takiej chwili jak ta, bardziej niż kiedykolwiek pragnąłem mieć skrzydła, jak Shadoe, żeby wznieść się w niebo i obejrzeć moment, w którym górny punkt tarczy słonecznej przekracza linię horyzontu. Gwiazdy blaknęły, stawały się coraz mniej widoczne, aż w końcu znikną zupełnie przed moim wzrokiem.
Myślałem teraz o pięknie natury i zupełnie zapomniałem odpowiedzieć Shadoe, ba, zapomniałem o tym, że ta urocza klacz stoi obok mnie. Po chwili jednak zorientowałem się, że ona tu jest i czeka, więc szybko kontynuowałem.
- To nic ważnego. - rzuciłem wesoło, kierując wzrok na moją towarzyszkę. Najwidoczniej również rozpłynęła się w myślach, bo otrząsnęła się i również na mnie spojrzała lekko zdezorientowana.
- Może się przejdziemy? - zapytałem, mając nadzieję, że się zgodzi. Chciałem dowiedzieć się o niej czegoś więcej, niż tylko ogólniki podawane przez Airbone, jak jej imię i to, że niedawno została Alphą II. Nie miałem jej tego za złe, mimo tego, że ja byłem pierwszym kandydatem. Wiedziałem, że i tak nie podołam temu odpowiedzialnemu stanowisku więc nie wybranie mnie było ulgą.

< Shadoe? Przepraszam, że krótkie. Brak weny ;/ >

od Seth'a CD Tartara

Wow, miałem ochotę powiedzieć, widząc pokaz umiejętności karego ogiera. Zdawałem sobie sprawę z tego, że ten krąg ognia to zaledwie malutka część mocy Tartara, jednak mój umysł po prostu nie mógł tego pojąć. Przecież chyba nikt nie może być tak potężny? Jednak zacząłem w to wątpić, widząc, co potrafią Airbone Magic, Tartar, Shadoe i kilka koni, które jeszcze nie do końca znam.
- Dzie... dziękuję. - wyjąkałem, zdawszy sobie sprawę z tego, że gdyby nie interwencja konia mógłbym być rozszarpany przez głodne wiwerny. Spojrzałem na Tartara, który górował nade mną wzrostem. Możliwe, że mi się przywidziało, ale możliwe, że delikatnie się uśmiechnął? Nie wiem. Może po prostu tak mnie onieśmielał wzrostem, mocami i w ogóle, całym sobą, że wyobrażałem sobie, że jest kimś okropnym. A przecież potrafił kochać... Wiedziałem, jakim uczuciem darzy Airbone Magic.
- Powinieneś mieć jakieś moce żeby się bronić, Seth. - odezwał się niespodziewanie koń.
- Ja? Przecież ja... - zacząłem, ale zdałem sobie sprawę z tego, że nie posiadam żadnej magicznej mocy i nie potrafię się bronić tak, jak inne, magiczne konie. Po prostu Bóg nie obdarzył mnie tak hojnie jak innych. Ja musiałem sobie dawać radę sam.
- Nie mam mocy, ale najwyraźniej tak musi być. - powiedziałem całkiem poważnie.

< Tartar? Przepraszam, że tak krótko ;/ >

od Seth'a (do Shailin)

Jeszcze wczoraj wspaniałe, złote słońce posyłało ciepłe promienie ku ziemi, dzisiaj zaś zasłaniały je ciemne chmury. Zanosiło się na deszcz, a może i burzę. Skuliłem uszy. Nie bałem się burzy, strach ten przeminął z wiekiem źrebięcym, ale nadal coś we mnie drgało kiedy widziałem jak błyskawice rozświetlały ciemne niebo.
Teraz musiałem dotrzeć do swojej jaskini zanim zacznie lać. To było pewne, prędzej czy później. Przymknąłem oczy i pogalopowałem dalej. Co mi odbiło żeby zapuszczać się aż tutaj, aż do Opuszczonych Ruin?
Dałbym wiele, żeby był teraz przy mnie Shadow. Moglibyśmy chociaż porozmawiać, a teraz musiałem pędzić jak szalony żeby nie zmoknąć. Nie miałem ochoty zostawać tu dłużej sam. To miejsce nie było przyjazne.
Gdzieś w oddali mignęła mi sylwetka wiwerny. Przyśpieszyłem. Miałem nadzieję, że nie jest głodna i nie skusi się na samotnego konia przebywającego na jej terenie. Jeszcze jedna. Przeklinałem w myślach swoją głupotę. Nagle poczułem, że ktoś mnie obserwuje, i to nie były te smokopodobne stworzenia. Rozejrzałem się dokoła, nie zwalniając i wydawało mi się, że coś białego mignęło pomiędzy drzewami. Zwolniłem do kłusa, spokojnego truchtu, chwilę potem szedłem już stępa.
- Jest tam kto? - zawołałem. Cisza.
Mam zwidy, pomyślałem, ale wtedy zobaczyłem białą klacz jednorożca, która patrzyła na mnie smutnym wzrokiem, aż przeszły mnie ciarki.

< Shailin? >

sobota, 8 sierpnia 2015

Od Seth'a - Q#1 (do Shadoe)

Był ciepły, słoneczny dzień. Na niebie widziałem nieliczne, białe chmurki, nie zwiastujące deszczu. Ptaki śpiewały, siedząc wysoko na gałęziach. Słuchałem tego wszystkiego i chłonąłem piękno natury. Było wspaniale. Spokojnie.
Moje kopyta rytmicznie uderzały o ziemię, kiedy kłusowałem leśną ścieżką. Zmierzałem w stronę jaskini alf, Airbone Magic i Tartara z pewną sprawą. Miałem także nadzieję, że nie będzie tam ogiera, szczerze mówiąc, przerażał mnie.
Uśmiechnąłem się do siebie chcąc przestać myśleć o problemach. Po co miały zakłócać mi taką wspaniałą chwilę?
- Seeeeeeeeth! - 'ciszę' przerwał krzyk mojego smoka. - Seeeeth, gdzie jesteś?
Nic nie odpowiedziałem, wiedziałem, że Shadow już wie, że tu jestem. Zaraz przyleci i zatrzyma się tuż przede mną, machając skrzydłami i wywołując duży wiatr. Miałem tylko jedno pytanie, czemu mnie nawołuje, jaki ma problem?
Jak do tej pory widziałem dwa smoki. Shadow'a, smoka cienia, który był kompletnym beztalenciem i nie władał żadną magią, i Casadę, smoczycę klaczy alfa. Bardzo się różniły.
Jak pomyślałem, tak się stało. Po chwili podleciał do mnie Shady, z wymalowaną na pysku miaszanką zdziwienia i smutku.
- Seth, pomóż mi! Ja nie wiem co zrobiłem! - krzyknął, był wyraźnie przerażony. Nigdy nie widziałem go w takim stanie. Zrobiłem pytającą miną, a smok jedynie nalegał. - Chodź, szybko!
Odwrócił się i powoli odleciał, prowadząc. Dorównywałem mu biegnąc, ale to tylko dlatego, że się nie starał. Gdyby nie ja, już dawno byłby na miejscu.
Dotarliśmy na niedużą zarośniętą polankę. Trawa była wysoka, najwyższe źdźbła smerały mnie po brzuchu. Kołysały się delikatnie w rytm wiatru. Było tu ładnie, nie powiem, ale po co miałem tu przyjść?
- A więc o co ci cho... - zacząłem, ale sam sobie potem odpowiedziałem, widząc w trawie ciemny kształt. Był to... koń. Kiedy przysunąłem się bliżej, rozpoznałem Shadoe po jej zakrzywionym rogu i pierzastych skrzydłach, a także długim ogonie. Jedyna różnica to była maść - Shadoe była kasztanowata, leżący tu koń czarny.
- O boże... - powiedziałem, a potem odwróciłem się do smoka. - Ty to zrobiłeś?
Miałem mieszane uczucia. Z jednej strony Shadow był moim przyjacielem, z drugiej Shadoe była moją znajomą.
- Ale ja niechcący... - wyrzucił z siebie smok. Zawisł tuż nade mną, również patrząc na klacz. Oparł łapę o mój kark, a wtedy poczułem nieprzyjemne mrowienie. Odwróciłem głowę, zobaczyłem czerń rozchodzącą się po mojej sierści.
- Shadow... - zdążyłem wydusić.
***
Obudziłem się dysząc. Była ciemna, spokojna noc, a ja leżałem w swojej jaskini. Postanowiłem iść na spacer się przejść i ochłonąć, zanim z powrotem spróbuję zasnąć. Podciągnąłem się na nogi i wyszedłem z jaskini, wsłuchując się w stukot swoich kopyt o kamień. Było cicho.
Zdążyłem przejść kilka metrów, a zobaczyłem na niebie ciemny kształt. Cofnąłem się o kilka kroków, bacznie obserwując. Pegaz wylądował koło mnie, najwyraźniej też ciekawy, kto spaceruje o tej porze. Wtedy rozpoznałem Shadoe.
- Shadoe! - zawołałem. Już myślałem, że to jakiś nieznajomy. Potem, niewiele myśląc wypaliłem - Śniłaś mi się!

Quest zaliczony!
Seth dostaje Złote Jabłko i 50 mm

< Shadoe? >

czwartek, 6 sierpnia 2015

Seth


Imię: Seth. Ostatnio przylgnęło do niego przezwisko 'rude' z powodu kasztanowatej maści. 
Wiek: Trzy lata. To tak teorytycznie. Praktycznie miesiąc więcej, a mentalnie jest źrebięciem.
Płeć: Ogier.
Rasa: Koń. Zwykły.
Głos : Imagine Dragons - Warriors
Stanowisko: 
Alpha II
Charakter: Seth jest typem konia, który nigdy nie może usiedzieć na tyłku, jest wiecznym optymistą i zawsze wpakuje się w kłopoty. Jego niezdarność przekracza wszelkie granice, więc podczas jego wizyt lepiej chować jakiekolwiek kruche przedmioty i cokolwiek co po zetknięciu z ziemią może doznać trwałego urazu. Seth jest osobą bardzo łasą na pochwały i pochlebstwa. Co nie oznacza, że chce być w centrum uwagi na siłę... Nie. Nie jest nachalny, to jedna z jego nielicznych zalet. Jednak, jeśli ktoś uzna go za swój autorytet (czego nie polecam, gdyż nie jest on osobą, którą powinno się naśladować) będzie zachwycony. Poza tym, koń ten ma niewyparzony język, będzie pyskować wszystkim, niezależnie, kim są. Każdą nieprzyjemną sytuację chce obrócić w żart, co zwykle się nie udaje, gdyż ma problemy z wyczuciem powagi zdarzenia. Jest przyjacielski i chociaż lubi się czasem podroczyć to uwielbia kontakt z innymi osobami. Uwielbia gadać, może mówić cokolwiek, byle tylko oczy innych były na niego zwrócone. Często sam narzuca temat rozmowy. Nie jest osobą obrażalską, gdyż nie wytrwałby za długo bez kontaktów z innymi, co nie zmienia faktu, że kłóci się o byle co. Jednak zwykle pierwszy wystawia kopyto na zgodę. Ale przejdźmy dalej. Seth jest żywiołową, ciekawską postacią, pod tym względem bardzo przypomina źrebaka dopiero poznającego świat. Sam w sobie jest 'wiecznie młody', oczywiście, jeśli chodzi o zachowanie tej niezwykle zabawnej osoby. Ciągłe upadki zmuszają go do chodzenia z siniakami, wytartą sierścią i licznymi zadrapaniami, ale sam Seth nie zwraca uwagi na swój wygląd.
Rodzina: Matka miała na imię Flame, ojciec Schiavo, a imion młodszego rodzeństwa nie zdążył poznać.
Partner: Seth jest niestały w uczuciach. Może kiedyś zakocha się tak, że już się nie odkocha?
Potomstwo: Mimo, że podobają się mu malutkie, słodziutkie źrebaczki, uznaje, że nie nadaje się na ojca. Zamiast być ich opiekunem i nauczycielem najprawdopodobniej stałby się przyjacielem i towarzyszem przygód.
Moce: Nie. Seth nie włada żadną mocą, natura mu tego poskąpiła. Jest za to wręcz nieludzko (niekońsko?) wytrzymały, silny i szybki.
Umiejętności: Jest niezwykle sprytny, szybki i zwinny i gdyby nie to, że najprawdopodobniej po drodze się wywali byłby praktycznie nie od złapania.
Historia: Historia Seth'a zaczyna się od jego dzieciństwa, tak jak każda inna. Wychował się w dobrej rodzinie, która miała na niego oko i pilnowała, by był wzorowym uczniem i osiągnął cele oraz spełnił marzenia. Matka ogiera, była prawdopodobnie najmilszą osobą, jaką mogłaby spotkać nasz Seth. Była to osoba, która kochała swoje jedyne dziecko ponad życie i mogłaby skoczyć za nie w ogień. Nad wyraz dobra, opiekuńcza i wyrozumiała istota. Natomiast ojciec był lekko surowy i wymagający. Pilnował go w nauce i również sam uczył fachu. Jednak nadal to tylko kochający i opiekuńczy tatuś, który pilnował swego syna jak oka w głowie. Cały dramat w życiu Seth'a, zaczyna się w dniu, w którym dowiedział się, że jego matka jest w ciąży. Wiedział, że ma już swoje lata i kolejne potomstwo może ją nawet zabić. Jednak co się stało, to się nie odstanie i wszyscy musieli wyczekiwać dnia porodu. Myśl, że własna rodzicielka umiera z dnia na dzień, nie dawała mu spokoju. Natomiast bezradność ze strony wszystkich medyków i szamanów, którzy mówili, że stanu zdrowia nie da się poprawić, doprowadzała do szału. Nie mógł nocami spać, wsłuchując się w ciężki oddech mamy i ciche jęki. Jedzenie nie przechodziło mu przez gardło. Poród zbliżał się wielkimi krokami, a on wiedział, że może stracić swoją matkę na zawsze. Gdy jednak nadszedł ten dzień, nie wiedział co z sobą zrobić. Wybiegł na polanę i był tam, od rana do wieczora. Wracając do domu późną nocą, słyszał ciche chlipanie i wiedział już co się stało. Właśnie tego dnia, stracił oparcie, które mama mu dawała. Nie usłyszy już tego aksamitnego głosu, który słyszał każdego dnia. A co roku miałaby świętować urodziny swoich sióstr w ten sam dzień. W rocznicę śmierci matki. Ojciec, zajmując się troskliwie dwoma maleństwami, wyszeptał tylko, że zdążyła nadać obydwóm imiona i oddała ostatnie tchnienie obok niego. Pół roku później jego relacje z ojcem wahały się pomiędzy "daleka rodzina" i "znajomy". On miał w głowie tylko jego dwie młodsze siostry, a Seth nie wiedział już, jak ma dalej żyć. Cokolwiek by nie powiedział, zawsze on wychodził na tego gorszego, któremu nic nie pasuje. Ojciec ciągle powtarzał " Będę kochał swoje dwie córki ponad życie, czy tego chcesz, czy nie! Matka oddała życie, żeby przyszły na świat, więc doceń to! Matka chciałaby, żebyś to docenił!", a jego odpowiedź zawsze brzmiała "A czy mama chciałaby, żebyś tak traktował swojego syna?". Gdy miał powiedzieć coś jeszcze, co zaważyłoby na całej rozmowie i ich relacjach, ojciec zawsze przerywał dialog, pretekstem, że nie będzie rozmawiał z nim w ten sposób. Jednak tak wyglądały ich wszystkie rozmowy. Każda sprowadzała się do kłótni, a jej ojciec myślał, że tylko on tak obrywa od życia i że nie ma w nikim oparcia. Seth nie miał komu się zwierzać, choć miał wielu znajomych, przyjaciół. Milczał i chował w sobie uczucia. Nie mogąc tego wytrzymać, wybiegł do lasu. Kolejne kilka miesięcy spędził na wędrówce bez najmniejszego celu. Pewnego dnia spotkał młodego smoka, wystraszył się go tak bardzo, że... potknął się i spadł z klifu. Na szczęście smok był przyjazny, udało mu się uratować ogiera przed upadkiem na ostre skały. Zaprzyjaźnili się i dotzali tu razem.
Ciekawostki: Seth boi się motyli. Może to dziwnie brzmieć, ale dla niego te małe, piękne stworzenia są przerażające.
Inne zdjęcia: -
Pochwały/Upomnienia : 0/0
Login: Seth